Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Historie Pań i Panien. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Historie Pań i Panien. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 25 grudnia 2014

Historie Pań i Panien. Viola.





Viola.

Zbliżał się koniec roku. Na portowe miasto padał bieluśki śnieg. W taki dzień szybko zapadały ciemności, nadchodziła kolejna mroźna noc.

W pięknej kamienicy należącej do szanowanego w całym mieście Pana Mateusza, w ciepłym łóżku, powoli zasypiała zmęczona całym dniem, dziewczynka o imieniu Viola.
Nic dziwnego, że była zmęczona – urwis z niej był niesłychany, uwielbiała psocić i nikt nie miał serca jej ukarać, nie dość że była urocza, mądra, to na dokładkę prawie sierota!
Nie zostali jej już ani babcie, ani dziadkowie, mama zmarła gdy była maleńka, a ojciec wiecznie w podróży, wiecznie poszukujący najdoskonalszych towarów do swego najlepszego w mieście składu bławatnego. Pan Mateusz starał się zrekompensować dziewczynce czas którego dla siebie nie mieli. Przywoził jej piękne orientalne stroje, pięknie pachnące przyprawy, niezwykłe zabawki, tajemnicze instrumenty, które odgrywały melodie dopasowane do nastroju osoby, która je trzymała w dłoniach, dostała też Viola uroczego ptaszka, którego piórka pachniały goździkami i wanilią a wesołe trele zawsze wprawiały ją w dobry nastrój. Nazwała ptaszka Goździk.




Tego dnia zdarzyło się wiele rzeczy.
Kucharka przygotowująca kolację wylała olej…
Zanim zdążyła go sprzątnąć, poślizgnął się na nim lokaj niosący srebrną tacę.
Lokaj tylko potłukł najmniej szlachetną część pleców, ale upadająca taca narobiła okropnego hałasu.
W tym czasie pokojówka właśnie kończyła sprzątać pokój panienki Violi, akurat zamykała okno, huk wystraszył ją, usłyszała krzyki…. Zamknęła okno i pobiegła sprawdzić co się stało.
A przynajmniej wydawało jej się że zamknęła okno i na to wyglądało, ale haczyk nie trzymał się dobrze…
Viola po całym dniu zabawy z Goździkiem, na wieczór zamykała ptaszynę w klatce a jej myśli poszybowały gdzieś daleko… Gdzieś gdzie teraz mógł być jej ukochany tata. Zasmuciła się, zamyśliła, nie domknęła srebrnych drzwiczek klatki.

Nadchodziła kolejna mroźna noc.




W pięknej kamienicy, należącej do szanowanego w całym mieście Pana Mateusza, w ciepłym łóżku, powoli zasypiała zmęczona całym dniem dziewczynka o imieniu Viola.
Goździk spał w klatce, za oknem coraz mocniej padał śnieg, coraz mocniej wiał wiatr i w końcu otworzyło się okno niedomknięte przez pokojówkę. Podmuch szarpnął zasłonami, które zahaczyły o klatkę… nietrudno się domyślić co się stało dalej.
Klatka gwałtownie się zakołysała, drzwiczki się uchyliły a przestraszony całym zamieszaniem Goździk postanowił uciekać! Chciał się schronić blisko swojej przyjaciółki ale strach, szum szarpanych wiatrem zasłon, tak go zmyliły że wyfrunął przez okno. I ten moment zobaczyła obudzona hałasem i chłodem Viola.
Wiedziała, że ptaszek nie przetrwa na zimnie, a że odwagi jej nie brakowało, szybko, nikogo nie budząc, narzuciwszy na siebie jakieś ubrania wybiegła z domu, by ratować przyjaciela.
Biegała po ulicach, zrozpaczona, nawołując Goździka. A ulice były puste, bo któż by w taką zimną noc chodził po mieście. Nie miał kto pomóc dziewczynce, nie miał kto powiadomić mieszkańców pięknej kamienicy o tym, co się stało.
Znaleźli się w końcu. Wycieńczony ptaszek i przemarznięta do szpiku kości dziewczynka.
Znaleźli się nawzajem, gorzej było ze znalezieniem drogi do domu i choćby odrobiny siły na powrót.
Tuląc ptaszka Viola przysiadła na murku, tylko na chwilkę, na małą chwileczkę, żeby pomyśleć, żeby odrobinę odpocząć…. A śnieg padał, osiadał na goździkowych piórkach, osiadał coraz grubszą warstwą na włosach dziewczynki….


....

Na końcu ulicy pojawił się wóz, w oświetlającej drogę latarni tańczyły wielkie płatki śniegu. Nagle powożącemu wydało się że zobaczył coś niezwykłego. Wśród bieli, czerni i szarości miasta, zauważył nieprawdopodobny błysk kolorów, turkusu, zieleni i fioletów. A oko miał wyczulone na takie rzeczy… bo to był przecież najznakomitszy kupiec bławatny tego miasta – Pan Mateusz.
Pan Mateusz jechał właśnie z portu do domu, wrócił wcześniej z podróży, by zrobić niespodziankę swojej ukochanej córce. Znalazł ją szybciej niż się spodziewał, znalazł ją w ostatniej chwili … gdyby pojawił się tam kilka minut później, cała historia mogłaby się skończyć tragicznie.




A jak się skończyła?

Wrócili do domu razem. Dziewczynką i jej małym puszystym przyjacielem troskliwie zajęli się wszyscy i po kilku dniach znów razem rozrabiali, ciesząc Pana Mateusza śmiechem i szczebiotem.

* * *

w roli Violi - KJ
foto - KG, poprawki - KJ
malowanie - KG
wymyślanie - KG i KJ (historyjka KG)





wtorek, 23 grudnia 2014

a gdyby tak jakąś historię nową?







Wiemy, że ostatnio niezwykle rzadko pokazujemy coś nowego.... ale nowe, a właściwie bardzo stare własnie się skrada by się pokazać :)
Miałyśmy jeszcze w zanadrzu dwie nieopublikowane historyjki z serii "Historie Pań i Panien". Już niedługo pierwsza z nich ujrzy światło dzienne. 

Teraz, życząc Wam wszystkiego dobrego, zapraszamy pierwszego dnia Świąt po południu, na zimową historię Panny Violi. 

Wesołych Świąt!

K&K

* * *

środa, 3 września 2014

Ingrid - c.d.

Historia sprzed czterech lat powraca... Dla tych co nie pamiętają już naszych dawnych wyczynów LINK do tamtego posta, będącego jednocześnie wstępem do dzisiejszej historii.


Zapach migdałów, w chłodnym powietrzu nadmorskiego miasta na północy Europy, ulotnił się szybko. Ingrid odetchnęła głęboko pierwszy raz od wielu lat. Pierwszy raz od dnia w którym stała się żoną Johanna. Jeszcze jeden głęboki oddech, czuła się wolna, spokojna i bardzo samotna. Nie czuła się szczęśliwa. 

Kilka lat po śmierci jej męża zaczęły po miasteczku krążyć plotki. Przecież nikt w rodzinie S. nie umierał ani szybko ani nagle. A Ingrid taka spokojna. 

Któregoś zwykłego dnia zniknęła z miasta, zostawiając za sobą plotki i niechęć.
Dzięki pomocy brata zamieszkała w jednej z żuławskich wiosek, zagubionej wśród wierzb, mgieł i kanałów. By jakoś wiązać koniec z końcem wiosną hodowała na małym poletku tulipany posadzone między krzaczkami macierzanki. Wiosną bukiety kolorowych kwiatów, a latem i jesienią pęki pachnących ziół sprzedawała na targu.
Ciągle smutna, zawsze na czarno ubrana, zmęczona wyrzutami sumienia przechadzała się wśród kolorowych kwiatów. Jesienią i zimą nie mogąc usiedzieć w domu gdzie dopadały ją wspomnienia z poprzedniego życia spacerowała między wierzbami.
Na początku budziła w okolicznych mieszkańcach zaciekawienie a nawet odrobinę współczucia. Po kilku latach pojawiła się pierwsza plotka. Ta pierwsza zrodziła następne, a kwiaty na poletku Ingrid zbyt pięknie kwitły, na dachu jej domu przysiadały czarne ptaki, ktoś nawet widział sowę. Z całą pewnością tam przy wierzbach rozmawiała z lichem, bubakiem, tęsknicą i utopcem, bo po co by tam chodziła gdy śnieg i zimno a wszyscy siedzą w chałupach?
Atmosfera wokół Ingrid gęstniała powoli aż do dnia gdy wybuchła nienawiścią. A był to dzień w którym odkryto że Staś nie schował się swoim zwyczajem w jakiejś stodole tylko utonął w stawie niezbyt odległym od domu Ingrid.
Już nie miało znaczenia to że Staś z całą pewnością pływać nie umiał a ostatnio poza uciechą z chowania się zapałał wielką sympatią do kaczek i wciąż próbował jakąś złapać by wyrwać jej kilka piór.
Staś utonął.
Ingrid to wiedźma!
Ingrid to WIEDŹMA!!

Usłyszała groźny pomruk wsi gdy wracała ze spaceru wśród wierzb. Zawróciła, uciekała, byle jak najdalej, dopadli ją prawie... ale nawet Ingrid nie wiedziała jaka moc w niej drzemie. Dopiero potworny strach i widok tych ludzi pełnych nienawiści wyzwolił to co odziedziczyła po matce. To co odziedziczyła po babcie. To co odziedziczyła po każdej rudej kobiecie z jej rodziny.
Ingrid to wiedźma.
 
 





historia - Karolina
zdjęcia - Kasia
w roli Ingrid - Karolina


piątek, 23 lipca 2010

Historie Pań i Panien. Monika


Ach…
Monika… kobieta wyjątkowa…
Absolutnie wyjątkowa…
Nie można było przejść obok niej obojętnie.

Budziła w ludziach z niewielkiego Miasteczka, w którym mieszkała, skrajne emocje - można było tylko albo ją kochać namiętnie i bezkrytycznie, lub nienawidzić aż do bólu.
Kochało ją wielu, zakochał się w niej również ledwo dorosły syn burmistrza. Nie przeszkadzało mu wcale, że Monika była od niego starsza, że nie zwracała na niego uwagi a właściwie tak była zajęta sobą że nie zauważyła że chłopak istnieje.
Syn burmistrza był przekonany że Monika jest mu przeznaczona a ich serca biją tym samym rytmem. Codziennie rano budził się szczęśliwy i pełen nadziei, przekonany, że dziś będzie ten dzień w którym spełnią się wszystkie jego marzenia. Co dzień wieczorem kładł się do łóżka z bólem serca ale i z nadzieją na lepszy kolejny dzień.

Monika w tym czasie zastanawiała się co począć ze swoim życiem. Możliwości miała duże gdyż odziedziczyła ogromny majątek po rodzicach zmarłych przedwcześnie. Nudziło ją zaściankowe Miasteczko, nudziły ją góry które je otaczały i widok na morze skrzące się w słońcu też ją nudził. Z rozrzewnieniem wspominała cudowny miesiąc spędzony w Wielkim Mieście. Wspominała mężczyzn o wyjątkowych manierach, operę, wspaniałe parki po których można się było przechadzać w pięknych sukniach, wspaniałe przyjęcia...
W końcu uznała że po śmierci rodziców już nic nie trzyma jej w Miasteczku, że z całą pewnością nie będzie tu szczęśliwa. Niedługo myśląc nad tym doskonałym planem zarządziła pakowanie i szybko wyjechała.

Gdy syn burmistrza w końcu dowiedział się gdzie zniknęła jego ukochana, wpadł w wielką rozpacz a serce jego od tej rozpaczy i nieszczęścia zwyczajnie pękło. Burmistrz po stracie ukochanego młodszego syna (a miał synów dwóch) popadł w kompletne szaleństwo. Rozpaczał, sprawy miasta całkiem przestały go obchodzić. Niestety trzeba było go umieścić w specjalnym bezpiecznym pokoju gdyż cały czas usiłował karać się za niedopatrzenie. Czuł że śmierć syna to jego wina.

Starszy syn nie mógł znieść takiej ilości nieszczęścia w rodzinie. Postanowił się zemścić.
By dokonać zemsty wyruszył w stronę Miasta przez góry. Gnany emocjami ruszył późnym wieczorem. Niestety zmylił w nocy szlak i nieszczęśliwie zakończył swój żywot w przepaści.

Miasteczko pogrążyło się w żałobie.

A Monika nieświadoma zamieszania którego przyczyną była świetnie się bawiła w Wielkim Mieście.





naszyjnik z ceramicznym oczkiem
- KG
bransoletka filcowo - koronkowa - KJ

foto - KG
malowanie - KG
wymyślanie - KG i KJ (historyjka KG)

sobota, 3 lipca 2010

Historie Pań i Panien. Laura.




Po przerwie dłuższej niż zamierzałyśmy wracamy z Historiami Pań i Panien.

Laura panną jest na wydaniu acz panną nie najmłodszą niestety.
Kilka lat temu ogromnie zakochaną i szczęśliwą Laurę, bardzo źle potraktował jej narzeczony. Pewnego dnia podczas porannego spaceru, ukochany powiedziawszy jej wiele niemiłych i całkiem niezasłużonych słów, zostawił ją samą, zapłakaną w ogromnym parku.
Przerażona zbliżającą się burzą, samotna, załamana schowała się pomiędzy kwitnącymi kalinami. Zaniepokojeni rodzice znaleźli ją po wielu godzinach przemoczoną, jakby lekko nieobecną, szepczącą do sikorek i kwiatów.

Od tamtego dnia Laurę interesowały tylko rośliny i zwierzęta, na ludzi kompletnie nie zwracała uwagi jakby wcale nie istnieli.
Całymi dniami przesiadywała w ogrodzie rodziców a kwiaty o które z wielką czułością dbała kwitły niezwykle bujnie. Pod trzmieliną mieszkał jeż, w ptasim domku, z cudnie seledynowych jajeczek wylęgły się pleszki, róże kwitły pięknie, jabłonie dawały najsłodsze jabłka w okolicy nawet gdy lato nie było zbyt łaskawe.
Rodzice próbowali rozmawiać z Laurą na tematy inne niż sprawy ogrodu lecz wtedy dziewczyna milkła a jej wzrok stawał się całkiem nieobecny. Martwili się że córka choć urocza przestraszy swym „szaleństwem” już nielicznych kandydatów do jej ręki…..










naszyjnik z ceramicznym oczkiem - KG
filcowy naszyjnik z różami (na głowie Laury) - KJ
filcowa róża broszka - KJ

foto - KJ
malowanie - KG
wymyślanie - KG i KJ

niedziela, 6 czerwca 2010

Historie Pań i Panien. Weronika



Mąż Weroniki, Adrian jest wielkim koneserem sztuki. Posiada olbrzymie zbiory malarstwa i rzeźby, które przechowuje w swej ogromnej willi pod miastem. Strzeże ich pilnie nie szczędząc pieniędzy na ochronę - piękny ogród wokół domu został otoczony wysokim murem a okna domu zawsze są dobrze zamknięte, myszka by się nie przecisnęła cóż mówić o człowieku.
Ale nawet goście zaproszeni przez gospodarza nie mają szans zobaczyć kolekcji dzieł, gdyż Adrian boi się nie tyle kradzieży ile tego że od zazdrosnych oczu oglądających kolory mogą zbladnąć a cudowny ruch zaklęty w rzeźbie może stracić swój wyraz.

Adrian pierwszy raz zobaczył Weronikę pewnego pięknego, letniego dnia. Tego samego dnia postanowił że ta cudowna kobieta będzie jego żoną. Zapamiętał tę chwilę jak obraz - Weronika w turkusowej sukni podkreślającej jej błękitne oczy i karnację, z bukietem chabrów w dłoni....
Postanowił zachować ten obraz na zawsze, wzbogacić swoją już całkiem pokaźną kolekcję o to dzieło idealne.
Po niedługich staraniach (rodzina Weroniki stwierdziła że to doskonała partia dla miłej, młodej dziewczyny) odbył się ślub i huczne wesele.
Panna młoda wieczorem dostała od swego męża niezwykły prezent - piękny pokój urządzony tylko dla niej w kolorach błękitów, turkusów i innych niebieskości, z toaletką zdobioną porcelanowymi płytkami malowanymi kobaltem i kryształowym lustrem oprawionym w srebro, z szafą pełną niezwykłych sukni oczywiście w kolorach nieba.
Do drzwi pokoju pasował srebrny klucz wysadzany turkusami, lapis lazuli i diamentami o rzadkim niebieskim wybarwieniu.

Ale klucz nie był prezentem dla Weroniki. Klucz sam sobie sprezentował Adrian, w ten sposób chroniąc swą najcenniejszą zdobycz w kolekcji przed oczami ludzi.








naszyjnik z ceramicznym oczkiem - KG
bransoletka filcowa z jedwabiem i koronką - KJ
szara broszka filcowa - KJ
opaska do włosów - KJ

foto - KG
malowanie - KG
wymyślanie - KG i KJ

poniedziałek, 24 maja 2010

Historie Pań i Panien. Markiza de Lynx




-To było silniejsze ode mnie....
-To było silniejsze od mnie - odpowiedziała chichocząc złośliwie w duszy Markiza de Lynx.
Madame de Stuthio patrzyła na Markizę zszokowana. Twarz Markizy nie wyrażała żadnych uczuć, tylko delikatny uśmiech przysiadł na jej ustach. Madame przed chwilą dowiedziała się, że to co najważniejsze straciła właśnie dzięki tej pozbawionej skrupułów kobiecie.
Tak, mimo że nic na to wcześniej nie wskazywało, te dobre rady, ta, wydawać się mogło, całkiem szczera troska! , tak, to Markiza maczała we wszystkim palce swych wypielęgnowanych dłoni.
Dlaczego zapytacie?
Zwyczajnie, z nudów, z zazdrości o uroczego, młodego adoratora Madame i z wyjątkowej, wrodzonej złośliwości.
Do Madame właśnie docierało w pełni co się stało i dlaczego.
Straciła adoratora, który ja zdradził, straciła część majątku, poważanie w towarzystwie...
i absolutnie niczego nie mogła Markizie udowodnić.....

















bransoletka z filcu i koronki - KJ
naszyjnik i kolczyki z ceramicznymi "kroplami" - KG

foto - KJ
malowanie - KG
wymyślanie - KG i KJ


"Możesz pieścić jedną ręką, a mordować drugą."
z "Niebezpiecznych Związków".

środa, 19 maja 2010

Historie Pań i Panien. Konstancja.


Konstancja pochodzi z Południa. Ojciec wydał ją za mężczyznę z Północy bo ten zaoferował w zamian za to anulowanie długów.
Konstancja usiłuje być grzeczna i odnaleźć się w klimatach północnych jednakże dają o sobie znać jej temperament i południowy sposób wychowania. Dodatkowo potwornie się nudzi na prowincji, na dalekiej (w jej mniemaniu) Północy. Jedyną rozrywką zapewniającą zajęcie w ciągu koszmarnie dłużących się dni jest pozowanie do portretów miejscowemu mistrzowi malarstwa. Konstancja spędza całe przedpołudnia w pracowni artysty pilnie strzeżona przez zaufanego służącego zazdrosnego męża...






naszyjnik z ceramicznym oczkiem - KG
filcowe bolerko - KJ
filcowe kolczyki róże - KJ

foto - KG
malowanie - KG
wymyślanie - KG i KJ

wtorek, 11 maja 2010

Historie Pań i Panien. Ingrid S.



Ingrid to żona bogatego i wpływowego patrycjusza Johanna S.
Johann jest dość okrutną osobą o trudnym charakterze.
A właściwie był.
A Ingrid stała się wdową.
Johann ostatniej niedzieli zmarł nagle w straszliwych boleściach po kolacji przygotowanej przez żonę. Przygotowanej tak jak lubił. W niedzielę żona zawsze musiała zrobić dla niego posiłek bez względu na to na jak dobrą służbę było go stać.
A wieczór był mglisty. Wilgotne powietrze dziwnie pachniało gorzkimi migdałami....










filcowy gorset - KJ
naszyjnik z ceramicznym oczkiem i kolczyki do kompletu - KG

foto - KJ
malowanie - KG
wymyślanie - KJ i KG